jabłonka

Każdy z nas ma takie miejsca, do których często wraca we wspomnieniach. Czasem wystarczy dawno zapomniany zapach czy szczegół i momentalnie przenosimy się w przeszłość.

Ostatnio odbyłam podróż do takiego mojego miejsca, a tym samym – do czasów dzieciństwa.

Jako dziecko wszystkie wakacje spędzałam u babci na wsi. Zawsze był to czas wytęskniony, bo dom babci stanowił dla mnie oazę spokoju i bezpieczeństwa, ale również totalnej wolności, zabawy nieskrępowanej zakazami. Po prostu – u babci można było robić prawie wszystko, co przychodziło do głowy.

Babcia mieszkała w gospodarstwie na tzw. kolonii, czyli w pewnym oddaleniu od pięknej mazurskiej wsi. W sąsiedztwie dwóch tylko innych domów. W otoczeniu łąk, łanów zbóż i lasów. Czas – wypełniony po brzegi zabawą, karmieniem kur, buszowaniem w ogrodzie czy zbieraniem kwiatów – mijał w tym miejscu zdecydowanie zbyt szybko.

Gdy przywołuję te dziecięce wspomnienia, widzę, jak stoję zaspana na schodach babcinego domu i czekam na dziadka, który zaraz wróci z porannego dojenia krów i zabierze mnie, mojego brata i dwie siostry wozem do wsi, aby świeże mleko sprzedać do mleczarni. Oczywiście każde z nas chce powozić.

Widzę, jak siedzimy całą czwórką na gałęziach jabłoni w ogrodzie. Dokuczamy sobie nawzajem i zajadamy słodkie papierówki, których sok spływa nam po brodach.

Widzę, jak bawimy się w ruinach obory, gdzie urządziliśmy sobie kryjówkę. Potrafimy siedzieć tam cały dzień, zapominając o otaczającym nas świecie.

Pewnie, że jest czasem obrażanie się na wieki, "powiem mamie" czy "nie będę się więcej z tobą bawić", ale generalnie trzymamy sztamę. Szczególnie, gdy zdarzy nam się narozrabiać.

Widzę też, jak mój ukochany pies ginie na moich oczach pod kołami traktora. Jak zapłakani zakopujemy go z honorami w ogrodzie pod mirabelką. Potem dostajemy od babci burę, bo "psu się krzyża nie stawia"...

Czasem wraca jeszcze z przeszłości obłędny zapach maciejki, którą babcia co roku siała przy szklarni. Pojawiają się obrazy ogrodowych kwiatów: aksamitek, dalii i nasturcji, które każdego lata wypełniały ogród swoim wdziękiem i zapachem. Wraca smak ogórków rwanych prosto z krzaka, pochłanianych przez nas bez opamiętania. Przenikliwy dźwięk piły, gdy dziadek ciął deski na podwórku. Odurzający zapach siana, gdy siedzieliśmy na jego wielkiej furze na wozie i staraliśmy się z tej fury nie spaść, podskakując na wybojach w drodze do domu. W pamięci przywołuję towarzyszące nam uczucia: dziką radość, strach, tęsknotę, a najbardziej tę wszechobecną ogromną wolność, z której wówczas nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę.

Nie tak dawno zabrałam swoje dzieci do tej mojej krainy z dzieciństwa. Samo miejsce bardzo się zmieniło. Cieszyłam się z każdego drobiazgu, który pozostał nienaruszony: jabłonka w ogrodzie, stara żeliwna studnia „abisynka”, rozpadający się kurnik zbudowany z polnego kamienia, pianie koguta o poranku...

Dla moich dzieci wychowanych w mieście każda wizyta na wsi jest ogromnym przeżyciem. Wszystko je ciekawi, chcą wszystkiego dotknąć, zajrzeć w każdy kąt. Największą fascynację wywołują oczywiście zwierzęta. Gosia co chwilę chodziła do kurnika sprawdzić, czy w ciągu ostatnich 10 minut kury nie wysiedziały jakiegoś jajka. Z nutą strachu w głosie prosiła: "Mamo, chodź jeszcze raz zobaczymy tego byka". Wieczorem wybraliśmy się na łąkę, by podejrzeć dojenie krów. Niby wiadomo, że mleko bierze się od krowy, ale jak to się dokładnie odbywa, to chyba do końca nie byli świadomi. Dojenie okazało się zresztą wcale nie takie łatwe dla małych rączek.

Noc spędziliśmy pod jabłonką. W tym roku znów obrodziła w słodkie papierówki. Frajda ze spania w namiocie była ogromna. Gdy wrażenia z całego dnia utuliły dzieci do snu, siedziałam i chłonęłam zapachy i dźwięki. Co chwila tuż obok spadało na ziemię dojrzałe jabłko. Świerszcze grały jak oszalałe. Pachniała świeżo ścięta trawa. Tęskniłam za zapachem maciejki...

 

do góry
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl